Dziennik.plRozrywka

Czwartek, 16 lutego 2012

Imieniny: Danuty, Julianny, Daniela

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. -4°C

Popek: Jerzy Buzek jest bardzo dobrym mówcą

2009-06-04 | Ostatnia aktualizacja: 01:21 | Komentarze: 0 | skomentuj

Jak się nie dać oszukać politykom, kto spośród naszych rządzących jest najlepszym mówcą i czy ładne ciało Wojciecha Olejniczaka może porwać wyborców? O tym wszystkim „DZIENNIK” rozmawia z Anną Popek, gospodynią „Pytania na śniadanie” w telewizyjnej Dwójce. Prezenterka zdradza też, jakim aktorem okazał się Jerzy Buzek, grający niegdyś... krasnoludka w przedstawieniu o królewnie Śnieżce.

Pogoda

POLSKA

Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Dziś naszym gościem jest Ania Popek, prezenterka „Pytania na śniadanie” w telewizji publicznej. Ania dziś w nietypowej dla siebie roli - naszej ekspertki w dziedzinie polityki.
Ta ekspertka to troszkę za dużo, ale rzeczywiście interesuję się tematem przekazu medialnego, ze szczególnym uwzględnieniem polityków, bo to jest właśnie to, na co my, wyborcy, bardzo często dajemy się nabrać. Musimy bardziej zwracać uwagę na to, jak oni się prezentują niż na pozostałe osoby występujące publicznie.

No właśnie, jak się prezentują? Kończy się kampania wyborcza. Czy coś cię w niej panią zaskoczyło in plus, in minus?
Prezentują się bardzo dobrze i bardzo źle zarazem. Wszyscy są mniej więcej jednakowo nijacy. Politycy chyba w ogóle nie przywiązują uwagi do roli słowa w swoim przekazie i do roli wyglądu. A propos tego ostatniego to zaskoczyło mnie ostatnio kilka śmiałych posunięć głównie ze strony SLD i Platformy Obywatelskiej. SLD w nurcie fashion reprezentuje Olejniczak, zaczyna się nawet mówić o sekcji wizerunku w SLD, kiedy ten polityk ładnie ubrany, odsłaniając atrybuty męskiej budowy ciała, zaczął mówić do wyborców. Poza tym myślę, że te jego błękitne oczy na wszystkich plakatach wyborczych też są nieco podkoloryzowane, chociaż jest on naprawdę przystojnym, młodym człowiekiem.
Drugim takim eksperymentem wizerunkowym było ostatnio to, co zrobiła posłanka Joanna Mucha z PO, kiedy pozwoliła sobie na sesję w stylizacji a la Lara Croft. Ona mówi, że to nie jest całkiem nieznana jej sytuacja, bo ćwiczyła sporty walki, ale chyba po raz pierwszy w naszej polityce ma miejsce taka zmiana wizerunku tuż przed wyborami.

Taka zmiana może pomóc naszym politykom, dość siermiężnie wyglądającym na co dzień?
Nasi politycy nie mówią wyraźnie, o co im chodzi. Wszyscy dają te same zapewnienia, tzn. że będą walczyć z Unią jako siedliskiem biurokratów. Właściwie, jak sobie przypominam największych mówców w historii to każdy z nich musiał zrobić trzy rzeczy: po pierwsze wiedzieć, jakie są nastroje społeczne, po drugie wskazać zagrożenie, a po trzecie podać sposób rozwiązania problemu, czyli uratować wyborców przed zagrożeniem.
W przypadku „Manifestu Komunistycznego” takim zagrożeniem była burżuazja, walka klas, kapitalizm. Potem było świetne, z punktu widzenia PR-owskiego, przemówienie Gebbelsa. On po klęsce pod Stalingradem poruszył Niemców tym, że porównał bolszewizm do dzikich hord ze stepów. Przekonał, że niosą one zagrożenie dla cywilizacji zachodu. Przywoływał przy tym postaci okrutne np. Czyngis-Chana. Niemcy, które czuły się na straży starego porządku, mogły zrobić w tej sytuacji coś więcej niż w sytuacji zwykłej wojny.

Jeśli chodzi o wskazywanie zagrożeń, to nasi politycy nieźle sobie radzą. Jarosław Kaczyński w każdej kampanii podgrzewa nastroje antyniemieckie.

Bardzo dobrze zauważyłaś. Według ostatnich sondaży publikowanych przez „Rzeczpospolitą” PiS poprawia notowania na Śląsku i Pomorzu, czyli tam, gdzie te nastroje są najsilniejsze, bo tam ludzie mieszkają w dawnych dobrach niemieckich. Często przez lata tamte rodziny korzystały z dorobku niemieckiego. Wiadomo było, że tam ludzie się najbardziej wystraszą. Ten strach przed Niemcami został świetnie wykorzystany.

Czyli nastroje antyniemieckie mogą być bardziej skuteczne w kampanii niż piękne ciało Olejniczaka na okładce?
Myślę, że tak. Wyborca może dać się uwieść wyglądem, ale jeśli ma do wyboru przystojniaczka w garniturze i tego, który rozwiązuje problemy, wybierze tego drugiego. Zwłaszcza, że to nie tylko nastroje antyniemieckie. PiS skutecznie rozgrywa w nas strach przed Unią jako takim eurokołchozem, w którym nie będziemy decydować o sobie. Ja się tego boję jako obywatel, że za 10-15 lat przenikniemy do rzeczywistości Matrixa i będziemy kontrolowani. Już jesteśmy, na każdym kroku są kamery przemysłowe. Przeciwko tej wszechstronnej inwigilacji nie można się sprzeciwić, bo nasze władze mówią, że dzięki temu będziemy bezpieczniejsi. My się temu poddajemy, oddając kolejne pola naszej niezależności. Ludzie sądzą, że w końcu powstanie jeden urząd w Europie, który będzie kontrolował nas zupełnie. I to wszystko bardzo dobrze wykorzystuje PiS. Na trzech filarach opiera swoją kampanię: antyniemieckość, antyeuropejskość w sensie biurokracji, a trzeci to taki, że nikt z tym nic nie robi i oni mieliby być będą pierwszymi, którzy będą coś z tym robić.

Mówiłaś o największych mówcach w historii, jeśli chodzi o skuteczność ich przekazu. Czy któryś z naszych polityków choć odrobinę zbliża się do mistrzostwa tamtej retoryki?
Bardzo cenię Jerzego Buzka. Jego notowania są bardzo dobre i pokrywają się z tym, co ten człowiek robi i co sobą reprezentuje. Widziałam go w sytuacjach półprywatnych, prywatnych i oficjalnych. I on rzeczywiście potrafi świetnie przemawiać do ludzi, dostosowując język do audytorium. To cecha dobrego polityka. Kiedyś grałam z nim w jednym przedstawieniu o królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. Buzek był bardzo przekonujący w swojej roli, świetnie się w nią wczuł i poważnie podszedł do zadania. To było przedstawienie charytatywne grane w Teatrze Rozrywki w Chorzowie na Śląsku, skąd pochodzi Buzek i ja też zresztą. Kiedy ja próbowałam żartować, on na to: „Bo wie pani, to trzeba porządnie zagrać”. Kiedyś widziałam go też na spotkaniu z samorządowcami. I pamiętał, co się dzieje w której gminie, a jak nie pamiętał, to kombinował albo widząc herb gminy, nawiązywał do niego. Robił to, co robi dobry mówca: nawiązuje kontakt, znajduje podobieństwa ze słuchaczami. Od razu wchodził w interakcje, a poza tym doświadczenia lokalne potrafił rzucić na tło europejskie idei samorządności, demokracji, wiary w to, że naród może zmieniać rzeczywistość.

Czy Jarosław Kaczyński jest dobrym mówcą? Bo on chyba jest najgłośniejszy, najbardziej słyszany.

Jest skutecznym mówcą. Potrafi w swojej partii wzbudzić takie uczucia: „chcemy należeć do tej partii, bo nie tylko nam będzie lepiej, ale też zmienimy świat na plus.” On stoi na straży takich wartości, które były cenne, ale odchodzą do lamusa i my jeszcze możemy je uchronić i dzięki temu ocalić świat. On sprawia, że słuchacz utożsamia się z rzeczywistością kreowaną przez mówcę. Prezydent Lech Kaczyński jest natomiast zakłócany opinią prasową czy przekazem telewizyjnym. Ma jeszcze wiele do zrobienia, jeśli chodzi o emisję głosu czy wyrazistość, ale ma umiejętność słuchania tego, co mówią ludzie. Ostatnio powiedział, że rolnicy kupują drogo, a sprzedają tanio. Faktycznie uchwycił mechanizm, który teraz jest na polskiej wsi. Ma zdolność lapidarnego ujęcia problemu w dwóch krótkich słowach.
Dobry mówca powie coś takiego, co potem jest cytowane. Kto ostatnio był cytowany? Wydaje mi się, że Donald Tusk, który zaraz po wyborach ogłosił politykę miłości. To było cytowane nieraz żartobliwie, ale krążyło jako powiedzenie. Przed nim chyba Leszek Miller z tym słynnym, jak mężczyzna zaczyna i jak kończy. Doskonale to zrobił, bo odwołał się do czegoś podstawowego, do doświadczenia każdej kobiety i każdego mężczyzny. To było na pograniczu dobrego smaku, ale okazało się bardzo skuteczne. I potrafił z tego uczynić regułę postępowania w polityce. Dlatego przeszedł do kanonu.

A przy okazji wykreował swój wizerunek jako prawdziwego mężczyzny.
Oczywiście, wszystko naraz. Polityk powinien znać mechanizmy rządzące polityką, biznesem, społeczeństwem. Jak już zna te mechanizmy, powinien sformułować swój komunikat tak, by rozmówca go zapamiętał. Wiedział, że ten powiedział to i to. W skrócie, bo potem jak przychodzi się do urn, ma się szereg nazwisk, nie analizuje się, kto ma jaki program. Człowiek myśli hasłem; „aha ten powiedział o mężczyźnie, ten o biurokracji, a ta wystąpiła jako Lara Croft. To, co lubię, to skreślam. Decyzja jest mało świadoma.

Źródło: Dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl

Najczęściej komentowane

«