: Ekscytacja, jaką wywołało założenia przez Watykan papieskiego profilu na Facebooku, jest zdumiewająca. Zadziwia mnie to, że media trąbią o tym od kilku tygodni i
robią z tego wielkie wydarzenie. Pobrzmiewa w tym chyba nutka drwiny. Narzędziami, które wielu kojarzą się z Kościołem, są raczej liczydła i kopiowy ołówek. Formułowanie tez, iż tonący
brzytwy się chwyta to też czysta demagogia. Kiedy Kościół próbuje dotrzeć do ludzi w nowoczesny sposób - nie jest dobrze, bo na pewno robi to z rozpaczy. Kiedy nie próbuje - też nie jest
dobrze, bo to dowód jego zacofania i lenistwa.
Nie przeceniałbym znaczenia tego profilu, ale może choć kilku ludziom pomoże on znaleźć odpowiedź na pytania, które chcieliby zadać, a nie wiedzą jak. Może księża administrujący tym
profilem, bo przecież nie będzie to sam papież, będą mieli okazję wytłumaczyć, co tak naprawdę papież mówił ostatnio w Afryce, albo pomagać radzić sobie z wątpliwościami duchowymi
tym, którzy papieża dodadzą sobie do listy znajomych.
Nie rozumiem pytania. Po pierwsze nie mówimy o portalu tylko o profilu, a to istotna różnica. Po drugie - w czym niby miałoby przejawiać się zerwanie
Kościoła z konserwatyzmem, w tym że używa Internetu? Internetu używają, z tego co wiem, najwięksi konserwatyści świata, konserwatyzm jest bowiem zupełnie czym innym niż zacofanie. Po
trzecie - niby dlaczego Kościół, nawet jeśli zerwałby z konserwatyzmem, zacząłby tracić wiernych, skoro wiadomo, że to właśnie ów konserwatyzm jest czymś, co wielu ludzi podaje jako
powód odejścia od Kościoła? Wykonywanie ekwilibrystyki intelektualnej nad papieskim profilem wydaje mi się zupełnie niepotrzebne.
To konsekwentna realizacja drogi, jaką Benedykt XVI obrał: jasno i otwarcie mówić, że ma się takie, a nie inne poglądy. Być może dla niektórych są one trudne do przyjęcia, ale rozmawiamy
o tym otwarcie. Nawet jeżeli nie ma szansy na kompromis, to chce spokojnie przedstawić swoje stanowisko. Nie kokietuje, tylko informuje. Na Facebooku są być może ludzie, których papieski profil
zainteresuje, a nie mają szansy zetknąć się z Kościołem gdzie indziej. Tu nie chodzi o nawracanie, a o informację.
Snucie paraleli między Benedyktem XVI a słynną kampanią Wojciecha Olejniczaka czy innych polityków to absurd, który trudno skomentować. Kościół nie musi się
"wylaszczać". Kościół musi być tam, gdzie gromadzą się ludzie, a skoro robią to w Internecie, a nie w klubach prasy i książki czy nawet w kościołach, to trzeba być
właśnie tam: w sklepach, w Internecie, a także na Facebooku.