Polscy kierowcy uczą się glasgowiańskiego
Jak wiadomo, brytyjska odmiana języka angielskiego to twardy orzech do zgryzienia. A przecież ów trudny do zrozumienia sposób wymawiania zmienia się w zależności od regionu. Przedsiębiorstwo komunikacyjne ze szkockiego miasta Glasgow postanowiło nauczyć swych pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej lokalnej gwary, żeby łatwiej było im się porozumiewać z pasażerami.
- Kup sobie angielską wioskę
- Prawo Jazdy poszukiwany w Irlandii
- Wielka impreza rozwodników
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dialekt Glasgow, zwany Glaswegian, jest mieszanką mowy, którą się posługiwali irlandcy imigranci pracujący w dokach, szkockiej wersji języka angielskiego zwanej scots i samej mowy Szekspira (oczywiście ze szkockim akcentem). Różni się dość mocno od klasycznego angielskiego i dla wielu osób, zwłaszcza cudzoziemców, może być naprawdę trudny do zrozumienia.
James Lillis jest kierowcą autobusu od 30 lat. Nauczył się podstaw polskiego, by móc pomagać swym kolegom, którzy nawet jeśli znają angielski, mają trudności ze zrozumieniem pasażerów kupujących u nich bilety. Zwykli ludzie zwracają się do nich w lokalnej gwarze, nie wiedząc, że mają do czynienia z cudzoziemcami. A zrozumienie Glaswegian może wcale nie być proste. Zwykła prośba o zakup biletu całodobowego (Give me an all-day ticket to town) brzmi w niej „Geezan aw day tae the toon”. Natomiast od pasażera chcącego kupić jeden bilet normalny i jeden ulgowy (One adult and a child please) kierowca usłyszy „Wanan'a hauf please”.
Co dziesiąty kierowca autobusu w Glasgow jest cudzoziemcem. Większość z nich pochodzi z Polski, ale są też Czesi, Słowacy, Węgrzy. "Gdy nowi pracownicy przyjeżdżający do Szkocji zetkną się z glasgowiańskim, mogą się czuć zagubieni. Przylecieli do Wielkiej Brytanii i spodziewali się usłyszeć tu angielski. Chcielibyśmy im pomóc nauczyć się Glaswegian, by mogli wykonywać swoją pracę z mniejszym stresem. Znajomość języka może zwiększyć ich pewność siebie w pracy, ale też w codziennym życiu” - mówi James Lillis.
Specyficzna wymowa dialektu glasgowiańskiego stała się tematem wielu skeczy angielskich i szkockich komików. Jeden z nich, Stanley Baxter, lubuje się w tego typu numerach. W jednym z nich przychodzi do małego sklepiku i pyta się sprzedawczyni: „Izata marra on yer barra Clara?”, czyli „Czy to dynia leży na tym wózku, Klaro?, albo prosi ją o funt masła dla matki słowami „Geeza punna burra furra murra”. Teraz w podobne gierki słowne będą mogli się bawić z pasażerami kierowcy autobusów z Glasgow.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!