Włodarczyk w gipsie. Szczęście, że żyje
"To się mogło skończyć tragicznie" - mówił Marek Włodarczyk dziennikarzom po wyjściu ze szpitala. Aktor trafił tam po narciarskiej kolizji. Zjeżdżając ze stoku nadział się na nieodpowiedzialnego narciarza, który szarżował na śniegu. Brawura szaleńca skończyła się dramatycznie dla bohatera "Kryminalnych".
- Żona rzuciła "Kryminalnego" dla kariery
- Komisarz Zawada nie boi się pytona
- W Warszawie musisz mieć dobry refleks
- Marszałek po wypadku walczy o życie
- Włodarczyk żegna się z aktorstwem
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Po wizycie w szpitalu okazało się, że Włodarczyk ma zerwane ścięgna w barku - czytamy w "Fakcie". "Lekarze mówią, że przez trzy miesiące powinienem mieć
usztywnioną rękę. Ale jak tu grać z gipsem?" - pytał zdenerwowany aktor. "Na szczęście ból nie jest jakoś szczególnie dotkliwy" - dodał w
"Fakcie" już spokojniejszym głosem.
Pan Marek podczas imprezy w Zakopanem miał się ścigać z innymi gwiazdami na stoku. Wypadek dopadł go podczas treningu. "40 lat jeżdżę na nartach i jeszcze nigdy nie miałem
wypadku" - wyznał w "Fakcie" serialowy komisarz Zawada.
"Jechałem spokojnie, aż nagle zauważyłem, że ktoś jedzie wprost na mnie" - opowiada "Faktowi" aktor. "Z całym impetem wjechał we mnie.
Przewróciłem się i usłyszałem zgrzyt w prawym ręku..."
>>>Więcej na eFakt

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!