Dowcip, który groził wojną jądrową
Głupi dowcip mógł skończyć się wojną atomową między Pakistanem a Indiami. Tuż po zamachu w Bombaju żartowniś zadzwonił do pakistańskiego premiera, przedstawił się jako szef indyjskiego rządu i powiedział, że zaatakuje Pakistan. Prezydent Zardari już chciał odpalać rakiety z głowicami nuklearnymi...
- "Indie są zranione i czują gniew"
- Produkcja broni atomowej poza kontrolą
- Wpadł organizator zamachów w Bombaju
- Złodziej wpadł, bo był wyjątkowo głupi
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Jestem premierem Indii. Zaraz was zaatakujemy za to, że to Pakistan stał za zamachami w Bombaju" - to prawdopodobnie usłyszał w słuchawce Ali Zardari, prezydent Pakistanu. Polityk uwierzył, bo przecież ktoś dzwonił na zastrzeżony numer, który znają tylko szefowie państw.
Zardari postawił całą pakistańską armię, w tym wyrzutnie rakiet uzbrojonych w głowice atomowe, w stan najwyższej gotowości. Generałom kazał przygotować plan ataku na Indie - pisze brytyjski "The Times".
Na szczęście, zanim wydał rozkaz ataku, prezydent Pakistanu najpierw zadzwonił do amerykańskiej sekretarz stanu Condolezzy Rice. Ta kazała mu poczekać z rozpętaniem wojny atomowej i skontaktowała się z premierem Indii. Ten zaprzeczył, że chciał zaatakować sąsiada.
Wtedy prezydent Zardari dokładnie kazał sprawdzić kto dzwonił. Okazało się, że to nie premier Indii, a jakiś dowcipniś. Część analityków podejrzewa jednak, że nie był to ktoś o kiepskim poczuciu humoru, a raczej ktoś powiązany z terrorystami, kto chciał rozpętać wojnę.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!