Nie nazywaj mnie Brytyjczykiem!
By uniknąć wrażenia, że istnieje "jakakolwiek wspólnota", radcy walijskiego Caerphilly zakazali urzędnikom miejskim używania określenia Brytyjczyk. Oficjele twierdzą, że mówienie do Szkota, Walijczyka czy Irlandczyka z Północy per Brytyjczyk jest obraźliwe, donosi Daily Mail.
- Żydzi i muzułmanie zlikwidowali "Krzyżowców"
- Inwazja kosmitów na Wyspy
- Królewski ślub wnuka królowej
- Najlepsza owsianka na świecie wybrana
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W ulotce przesłanej do 9 tysięcy urzędników można wyczytać, że "Idea brytyjskości fałszywie sugeruje istnienie jakiejś wspólnoty - wielu Szkotów, Walijczyków i Irlandczyków nie życzy sobie, by nazywać ich Brytyjczykami. Kraj określany tym mianem zawiera przecież różnorodność kultur, języków i religii".
Autorem zaleceń dla urzędników był minister pracy Ron Davies. W 1998 roku wyrzucono go z rządu po skandalu z męską prostytutką. Od pięciu lat przewodniczy specjalnej komisji doradzającej samorządom w sprawach polityki równości rasowej (Valleys Race Equality Council, Valrec).
David Davies, członek partii konserwatywnej powiedział gazecie, że nie ma absolutnie nic obraźliwego w określaniu ludzi Brytyjczykami.
"To poprawność polityczna na granicy szaleństwa. Organizacje takie, jak Valrec za publiczne pieniądze propagują swoje wąsko pojmowane, nacjonalistyczne pomysły" -
tłumaczy.
"Zamiast tego, powinna działać jedna organizacja promująca brytyjskość i zachęcająca do tego, by wszyscy żyjący w tym kraju, niezależnie od pochodzenia i koloru skóry, stanęli dumnie pod brytyjską flagą" - dodaje.














































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!