Dziennik Gazeta Prawana logo

Szabatin: Przez pięć lat byłam z żonatym mężczyzną

19 stycznia 2008, 02:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Szabatin: Przez pięć lat byłam z żonatym mężczyzną
Inne
Kiedy Ewa Szabatin wiązała się z Jamesem Colinem, pochodzącym z Anglii choreografem, wiedziała, że ma on żonę i dzieci. Otoczenie ją za ten związek potępiało. Colin w końcu zostawił Ewę. Teraz tylko "Faktowi" opowiedziała o trudnej miłości, która nie skończyła się happy endem.

Taniec, który jest największą pasją Ewy Szabatin przyniósł jej również miłość, która od początku przysparzała jej bólu. "James był moim trenerem od chwili, gdy skończyłam 16 lat. Nie myślałam wtedy o nim jak o partnerze. Miałam zresztą chłopaka. Dopiero pięć lat temu to uczucie naprawdę wybuchło" - mówi "Faktowi" Szabatin.

James Colin, choreograf tańca, w Anglii zostawił żonę i dwójkę dzieci. Był to wystarczający powód, żeby tancerka musiała ukrywać ten związek. Zdarzało się, że Szabatin wyjeżdżała z Warszawy, żeby spotkać się z ukochanym w sekretnym, umówionym miejscu. Był w tym dreszczyk emocji, ale to, że żyje w kłamstwie, bardzo jej ciążyło.

"O naszej miłości nie mogłam powiedzieć ani rodzinie, ani przyjaciołom. Ukrywaliśmy prawdę również przed światkiem tanecznym" - opowiada.

Pomimo stresu i napięcia widziała jednak w tej miłości coś romantycznego, ekscytującego i podniecającego. "W naszym związku nigdy nie było rutyny. Były to piękne chwile. I nigdy nie powiem, że ich żałuję" - mówi tancerka.

Po pół roku postanowili przestać udawać. Zamieszkali razem.

"Uznaliśmy, że w ten sposób mniej skrzywdzimy osoby trzecie: żonę Colina, jego dzieci, moich rodziców, którzy nie wiedzieli, dlaczego tak się zmieniłam" - opowiada.

Ale wtedy rozpętała się burza. Za rozpad małżeństwa Jamesa otoczenie obwiniało Ewę. "Życie prywatne przeniosło się na parkiet. Sędziowie nie akceptowali naszego związku, dawali mi to odczuć, zaniżali noty. Miłość była jednak dla mnie ważniejsza" - wyznaje "Faktowi" tancerka.

Ewa postawiła wszystko na jedną kartę. I przegrała. Colin odszedł. "Przez kilka miesięcy walczyłam o tą miłość, ale nie udało mi się. Colin uznał, że nie potrafimy już się odnaleźć i musimy się rozstać" - wyznaje szczerze.

Nadal ciepło myśli o nim i tym, co ich tak nagle połączyło.

"W ostatnim czasie mieliśmy mało czasu dla siebie. James często wyjeżdżał, rzadko się widywaliśmy. Ja jednak nie chciałam tego rozstania" - mówi ze smutkiem.

Mimo porażki Ewa nadal wierzy, że w życiu uczucia są najważniejsze. Kieruje się emocjami, sercem i intuicją. "Słucham się tylko swojej duszy. Często zapominam o rozumie i racjonalnym stąpaniu po ziemi" - dodaje.

Nie wyklucza zatem, że taka sytuacja mogłaby się powtórzyć.

"Jeśli pojawiłby się mężczyzna, który obdarzyłby mnie miłością, a miał żonę i dzieci, to nie byłoby to dla mnie przeszkodą. Najważniejsza jest wtedy chemia, która powstaje między nami" - kończy piękna Ewa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj