Dziennik Gazeta Prawana logo

Jaruzelska: W domu nie było wojskowego drylu

14 grudnia 2009, 15:54
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
"Słyszę od osób postronnych wiele ciepłych uwag i wyrazów szacunku dla ojca" - wyznaje Monika Jaruzelska. Córka generała opowiada Dziennikowi.pl o swoim ojcu. 28. rocznica wprowadzenia stanu wojennego to dobry moment, by przypomnieć tę szczerą rozmowę przeprowadzoną z okazji rocznicy wyborów 4 czerwca.


Odpowiedzialność, godność, konsekwencja.


Przede wszystkim jestem jego córką, widzę ojca, który ma 86 lat. Kiedy była pierwsza rozprawa sądowa, ojciec miał grypę, zapalenie oskrzeli, brał antybiotyk i zanosił się od kaszlu. Bałam się więc bardzo o jego zdrowie, a nawet życie. Ale wiedziałam też, że to dla niego bardzo ważne, żeby tego dnia zeznawać, bo daje mu to możliwość przedstawienia swoich racji, w które głęboko wierzy i które są ignorowane. W związku z tym ten proces jest dla niego szansą, by wreszcie opowiedzieć o wszystkim pełnym głosem. Także o tym, że nawet wprowadzając stan wojenny, brał po uwagę to, że będzie mroźna zima, a Związek Radziecki może odciąć dostawy gazu… Wiem też, ze ten proces bardzo go stymuluje intelektualnie. I im więcej widzę ojca na ławie oskarżonych czy w media pokazujących go, gdy mówi się o odebraniu przywilejów emerytalnych, tym częściej słyszę od osób postronnych wiele ciepłych uwag i wyrazów szacunku dla ojca.


Nie chciałbym sobie teraz jakiegoś etosu tworzyć. Powiem może tak: zdecydowana większość osób, z którymi się przyjaźniłam, pochodziła z domów zorientowanych opozycyjnie i te osoby również miały takie poglądy. Był to dla mnie okres bardzo trudny, bo kiedy jest się młodym, ma się potrzebę postrzegania świata w kolorach czerni i bieli, dobra i zła. Dopiero gdy jesteśmy dojrzalsi, widzimy więcej odcieni. Więc z jednej strony miałam przyjaciół, osoby z którymi byłam blisko, którym ufałam, z drugiej strony ojca, którego bardzo kochałam i któremu również bardzo ufałam i który reprezentował inne racje. I jak widzę to z perspektywy czasu, to dochodzę do wniosku, że formą psychicznej ucieczki od tych dylematów było mniejsze zaangażowanie i zainteresowanie polityką.


To w zasadzie pojawiło się trochę później. Ja nigdy nie interesowałam się za bardzo modą. Gdy byłam już po studiach, był to początek lat 90., zaczęłam pracować w "Twoim Stylu" jako osoba pisząca na tematy psychologiczne. Przez ówczesną redaktor naczelną Krystynę Kaszubę zostałam namówiona, by popracować jako stylistka. Zaczęłam to robić i jakoś tak bardzo łatwo w to weszłam. Był to okres, kiedy niewiele osób zajmowało się modą, było to takie pole niczyje. W tej tematyce poczułam się też bezpiecznie, bo jest ona daleka od polityki i nikt nie powie, że coś mi załatwił ojciec. A jednocześnie moda jest obszarem przyjemnym do zajmowania się nim, chociaż też trochę wyjaławiającym intelektualnie, gdy nie ma się innych zainteresowań.


Przede wszystkim był ojcem nieobecnym. Na ogół wracał do domu, kiedy już spałam. Zawsze dużo pracował i właściwie widywaliśmy się tylko w niedziele i wtedy, gdy miał urlop. Ale mogę powiedzieć, że na pewno w domu nie było żadnego drylu wojskowego. Ojciec wychowywał mnie raczej miękką ręką. Nie było nigdy takiej sytuacji, żeby dał mi klapsa, uderzył, czy nawet na mnie nakrzyczał. Natomiast jedyne, co można przyrównać do dyscypliny wojskowej, to jego ogromne przywiązanie do punktualności, które i mnie zaszczepił. Zawsze bardzo zwracał na to uwagę i zawsze powtarzał, że to wyraz szacunku dla swojego czasu i czasu innych ludzi. Więc jeśli możemy mówić o jakiejś wojskowej dyscyplinie, to tylko o tym.


Bardzo ważną dla mnie rzeczą jest to, że np. nauczył mnie jeździć na rowerze. To była taka zabawna sytuacja. Mieszkaliśmy wtedy na starej Ochocie, obok był piękny park. Chodziliśmy tam w niedziele, rowerek miał z tyłu taki specjalny kij. Więc ojciec biegał za tym rowerkiem trzymając ten kij, dopóki się nie nauczyłam jeździć. Wtedy wydawało mi się to całkiem normalne, ale patrząc z perspektywy czasu, wydaje mi się to bardzo zabawne. Przecież mój ojciec nie kojarzy z takimi zachowaniami jak bieganie po parku za dziecięcym rowerkiem. Na któryś wakacjach nauczył mnie też pływać.


Tak. Jeździliśmy z ojcem do stadniny w Starej Miłosnej do klubu Legii. Ojciec zawsze kochał konie, sam zresztą świetnie jeździł konno - był przecież w zwiadzie konnym. Więc tą pasją i miłością zaraził też i mnie.


Na pewno pozostał ojcem bardzo troskliwym. Bardzo się przejmuje moimi sprawami, więc nie o wszystkim staram się go informować. Ale to też nie zawsze się udaje, ojciec wyczuwa czasem, że coś jest nie tak. Między mną a moim ojcem jest pewien rytuał. Od kiedy w wieku 20 lat poszłam na studia i wyprowadziłam się z domu codziennie po dzienniku kiedyś, a dziś po wiadomościach ojciec do mnie dzwoni. Wprawdzie odkąd pojawił się program Moniki Olejnik „Kropka nad i” ten czas uległ przesunięciu o 20 minut (śmiech), ale wiem, że zawsze o tej godzinie odezwie się telefon, a po drugiej stronie usłyszę głos ojca. Tak jest już od 26 lat.


Na pewno jest dziadkiem bardzo kochającym. Natomiast nie do końca - na pewno też z uwagi na swój wiek - potrafi być takim dziadkiem bawiącym się ze swoim wnukiem. Jest bardziej takim dziadkiem opowiadającym. Opowiada więc o wojnie, czego mały z uwagą słucha. Pokazuje nóż, który dostał od króla Hiszpanii, rewolwer i szablę z czasów wojny… Tu przypomina mi się taka zabawna historia. Synek miał wtedy około trzech lat, podszedł do mnie i zapytał: „Mamo, a kiedy dziadziuś umrze?” No ja oczywiście powiedziałam, że dziadziuś jest stary, ale mam nadzieję, że jak najdłużej będzie z nami… no ale dlaczego pytasz? "Bo powiedział, że jak umrze, to dostanę jego szablę" - odparł Gustaw. Z tego zrobiła się już nasza anegdota rodzinna. Tatę też to bardzo rozbawiło.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj