Jaruzelska: W domu nie było wojskowego drylu
"Słyszę od osób postronnych wiele ciepłych uwag i wyrazów szacunku dla ojca" - wyznaje Monika Jaruzelska. Córka generała opowiada Dziennikowi.pl o swoim ojcu. 28. rocznica wprowadzenia stanu wojennego to dobry moment, by przypomnieć tę szczerą rozmowę przeprowadzoną z okazji rocznicy wyborów 4 czerwca.
- Okrasa: Czy Włosi zakażą używania nazwy "pizza"?
- Zientarski: 14-letni kierowcy to dobry pomysł
- Za co Jaruzelski podziękował Kaczyńskiemu
- SLD wściekłe na TVP za film o Jaruzelskim
- Ludziom Jaruzelskiego obcięto emerytury
- Miller przeprasza Jaruzelskiego za "Wojtusia"
- Hołdys: Nie oglądajmy się na stan wojenny
- Młynarska: Powinno się ujawniać twarze pedofilów
- Góralczyk: Banki znów chcą nas naciągnąć
- Szwed: Nie jestem urażona krzyżem na gołej modelce
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gdyby miała pani do dyspozycji jedynie trzy słowa, to które by pani wybrała, by scharakteryzować swojego ojca?
Odpowiedzialność, godność, konsekwencja.
Wciąż pokazuje się pani ojca w kontekście stanu wojennego. Co pani czuje, widząc go na ławie oskarżonych?
Przede wszystkim jestem jego córką, widzę ojca, który ma 86 lat. Kiedy była pierwsza rozprawa sądowa, ojciec miał grypę, zapalenie oskrzeli, brał antybiotyk i zanosił się od kaszlu. Bałam
się więc bardzo o jego zdrowie, a nawet życie. Ale wiedziałam też, że to dla niego bardzo ważne, żeby tego dnia zeznawać, bo daje mu to możliwość przedstawienia swoich racji, w które
głęboko wierzy i które są ignorowane. W związku z tym ten proces jest dla niego szansą, by wreszcie opowiedzieć o wszystkim pełnym głosem. Także o tym, że nawet wprowadzając stan wojenny,
brał po uwagę to, że będzie mroźna zima, a Związek Radziecki może odciąć dostawy gazu… Wiem też, ze ten proces bardzo go stymuluje intelektualnie. I im więcej widzę ojca na ławie
oskarżonych czy w media pokazujących go, gdy mówi się o odebraniu przywilejów emerytalnych, tym częściej słyszę od osób postronnych wiele ciepłych uwag i wyrazów szacunku dla ojca.
Wiele osób twierdzi, że miała pani inne poglądy polityczne niż pani ojciec. Czy to prawda? Czy kiedykolwiek dochodziło do sporów między panią a generałem?
Nie chciałbym sobie teraz jakiegoś etosu tworzyć. Powiem może tak: zdecydowana większość osób, z którymi się przyjaźniłam, pochodziła z domów zorientowanych opozycyjnie i te osoby
również miały takie poglądy. Był to dla mnie okres bardzo trudny, bo kiedy jest się młodym, ma się potrzebę postrzegania świata w kolorach czerni i bieli, dobra i zła. Dopiero gdy
jesteśmy dojrzalsi, widzimy więcej odcieni. Więc z jednej strony miałam przyjaciół, osoby z którymi byłam blisko, którym ufałam, z drugiej strony ojca, którego bardzo kochałam i któremu
również bardzo ufałam i który reprezentował inne racje. I jak widzę to z perspektywy czasu, to dochodzę do wniosku, że formą psychicznej ucieczki od tych dylematów było mniejsze
zaangażowanie i zainteresowanie polityką.
Domyślam się, że to nie było dla pani łatwe. Czy to dlatego wybrała pani zupełnie inną drogę zawodową i została stylistką?
To w zasadzie pojawiło się trochę później. Ja nigdy nie interesowałam się za bardzo modą. Gdy byłam już po studiach, był to początek lat 90., zaczęłam pracować w "Twoim
Stylu" jako osoba pisząca na tematy psychologiczne. Przez ówczesną redaktor naczelną Krystynę Kaszubę zostałam namówiona, by popracować jako stylistka. Zaczęłam to robić i jakoś
tak bardzo łatwo w to weszłam. Był to okres, kiedy niewiele osób zajmowało się modą, było to takie pole niczyje. W tej tematyce poczułam się też bezpiecznie, bo jest ona daleka od polityki
i nikt nie powie, że coś mi załatwił ojciec. A jednocześnie moda jest obszarem przyjemnym do zajmowania się nim, chociaż też trochę wyjaławiającym intelektualnie, gdy nie ma się innych
zainteresowań.











































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!